Nasze pierwsze spotkanie

Nasze pierwsze spotkanie

17 listopada 2018 0 By Iwona
Widziałam Cię tylko parę sekund, kiedy w końcu zostałeś wyjęty z brzucha. Twoja pulchna twarz była umazana krwią i białą mazią. Tego widoku nie zapomnę do końca życia. Pielęgniarka specjalnie szła bokiem, żeby nasze spojrzenia mogły się spotkać. Jestem jej za to wdzięczna. Zmartwiło mnie bardzo kiedy nie płakałeś. Nie docierało do mnie kiedy lekarze powiedzieli o której godzinie przyszedłeś na świat. Tak bardzo się bałam. Po chwili w sali obok wydobyłeś z siebie najgłośniejszy płacz jaki dane było mi słyszeć. W tamtym momencie czułam, że po prostu chcesz bym się nie martwiła.
Na porodówce miałam pecha. Z powodu braku miejsc przenieśli mnie na patologię ciąży, co oznaczało, że nasze kolejne spotkanie przesunie się w czasie. Po drodze spłynęły pierwsze łzy. Bardzo chciałam wiedzieć co u Ciebie. Czy złapałeś pierwszy oddech, czy wszystko u Ciebie w porządku. Tej troski nie da się opisać. Tęsknota za tym, którego jeszcze dobrze nie poznałam. Ten strach pozwolił mi zignorować ból po cesarce. Czułam go, jednak zacisnęłam zęby i pozwoliłam by przyszła położna pomogła mi wstać.
Droga do Ciebie minęła szybko. Ta ciekawość, podniecenie sprawiały, że kilka minut wydawały się tylko sekundami. Wtedy zaprowadzili mnie do Ciebie. Twój inkubator był przykryty czerwonym kocem. W tych ciemnościach, między tysiącem kabli leżałeś Ty. Malutki… no, może nie taki malutki, bo waga wskazywała 2970g. Byłeś największy na oddziale. Byłam tak zafascynowana, że nawet nie zauważyłam kiedy przyszła lekarka. Bardzo miła, cierpliwa, nie zdenerwowała się kiedy 10 minut poprzez hektolitry łez starałam się wydukać pytanie o Twój stan. Tłumaczyła mi, że jesteś silny, że oddychasz sam, ale musi wesprzeć Cię respirator. Bardzo chciałam Cię przytulić, ale w tamtej chwili mogło Ci to zaszkodzić. Byliśmy tam sami. Tylko Ty i ja. Daleko od domu, od Twojej siostry i od Twojego taty. Wszyscy bardzo się cieszyliśmy, ale też drżeliśmy o Twoje zdrowie.
Nie wiem ile punktów uzyskałeś. Do dziś nie sprawdzałam karty. W moim sercu zdobyłeś ich sto. I takiej wersji się trzymamy.
Po około godzinie musiałam wrócić do pokoju. Wziąć leki i odpompować mleko. Byłam taka zdeterminowana. To była jedyna cząstka mnie, którą mogłam Ci w tamtym momencie oddać. Twoje pierwsze mleko przywiozłam Ci w kolorowej torebce na prezent. To był taki nasz mały Ding. Torebka została z nami przez cały Twój pobyt w szpitalu.
Popołudniu odbyło się pierwsze odświeżanie. Ponieważ byłam jeszcze osłabiona, zrobiła to pielęgniarka. Na szczęście mogłam jej asystować trzymając Twoją małą rączkę. Powoli zostałeś umyty, Twój pampers wymieniony i wtedy przyszła pora na czyszczenie noska. Kiedy wyciągnięto Ci rurkę zrobiło mi się ciemno przed oczami. Pamiętam tylko, że pielęgniarka zaprowadziła mnie na wózek inwalidzki i zadzwoniła po kogoś z patologii. Tak wyglądał pierwszy dzień naszego spotkania.