Przeklęty uśmiech

Przeklęty uśmiech

19 marca 2019 0 By Iwona
Ile razy słyszeliście, że śmiech to zdrowie, że wydłuża życie o 10 minut, że, że, że…? Dla mnie jednak uśmiech był ciągłym utrapieniem.
 
To ma swoją głębszą historię, w pamięci pojawiają się przebłyski wspomnień i odwieczny głos powtarzany przez nauczycielki „I to Cię śmieszy?” Wyobraźcie sobie sytuację. Nauczyciel spóźnia się trochę na lekcje, a klasa na korytarzu rozmawia w najlepsze mając gdzieś, że obok właśnie odbywa się lekcja. I wpada „zły nauczyciel” i zadaje to „złe pytanie”, które ponoć miało być retoryczne.  „Komu Wy przeszkadzacie swoim hałasem mnie czy sobie?” Do dziś nie rozumiem tego pytania, tak samo jak nie rozumiałam swojej odpowiedzi: „uczniom w sąsiednich klasach” – powiedziałam zanim jeszcze zdążyłam ugryźć się w jęzor. O kurtka! To krótkie zdanie spowodowało lawinę niefortunnych zdarzeń, które w efekcie doprowadziły do dwói na świadectwie. No bo wyobraźcie sobie taki nauczyciel uznaje taką odpowiedź za lekceważącą i nie omieszka wspomnieć o tym na forum klasy, a Wy jak ta ciućma stoicie cali czerwoni, wpatrzeni w ławkę nerwowo zagryzając wargę. I kiedy nauczyciel kończy swój wywód chcecie powiedzieć przepraszam, ale stres właśnie sięgnął zenitu i nauczyciel zamiast usłyszeć przepraszam, widzi jak Wasze kąciki ust lekko wędrują ku górze – nawet jeżeli tego bardzo nie chcecie. Nieśmiały uśmiech numer trzy, niby niepozorny, ale Wy wiecie, że otworzenie buzi w celu wypowiedzenia magicznego słowa skończy się parsknięciem. Tragedia. Co myśli nauczyciel? Lekceważący gówniak, niewychowany, ja mu zwracam uwagę, a ten śmie się śmiać! Skandal cholera! Mojej sytuacji wcale nie poprawiała jeszcze wtedy nieznana mi chorobą, która powodowała liczne nieobecności w szkole. 3 lata stresu, panicznego strachu przed nauczycielem, który wziął Was za typowego, bezczelnego lesera, który wagaruje akurat w tych dniach, w których jest lekcja. Ten cały stres skończył się dopiero w 4 klasie, kiedy odważyłam się porozmawiać z tymże nauczycielem i wyjaśnić powód moich nieobecności. W zasadzie wyjaśniłyśmy wtedy sobie o wiele więcej. Dopiero w 4 klasie mogłam odetchnąć i w pełni cieszyć się zrozumieniem. Wystarczyła rozmowa. 
 
 
Moja siostra. Mistrzyni ciętej riposty, wiadro kreatywnej odpowiedzi, wiedźma do kwadratu, pocisk stulecia. Dla każdego miała jakąś odpowiedź. Nie mieszała po prostu z błotem. Ona uczyniła z tego kunszt, którego pozazdrościć mógłby nie jeden poeta. Epitety, które dobierała, jako odpowiedzi na zaczepkę zamykały usta nawet największym chojrakom. Człowiek nie czuł się zbluzgany. Czuł się po prostu debilem. Pomimo, że mieszkałam z nią całe życie, nie dane było mi nauczyć się ją ignorować. Nie mniej jednak każda jej riposta wywoływała uśmiech na twarzy. Nie zawsze było to zamierzone. Kiedyś zwróciła na to uwagę. Zapytała mnie wtedy, czemu nie znajdę równie śmiesznej riposty, żeby zamknąć jej buzię. Udało mi się to tylko dwa razy w życiu więc więcej nie próbowałam. Czasem byłam na nią zła. Bardzo wkurzona rzekłabym nawet. Ale mój organizm nie znał żadnej typowej reakcji. Mój organizm zmuszał mnie wtedy do uśmiechu. Ot taka reakcja na złość.
Przed wyjazdem do Niemiec, mama powtarzała: „uśmiechaj się. Cokolwiek by się nie działo, uśmiechaj się.” I tak w obcym miejscu, bez języka mój uśmiech stał się odpowiedzią na wszystko. Niestety nawet jak ktoś na mnie krzyczał, bo źle policzyłam choinki. No i ten niepozorny uśmiech został zauważony przez kierownika inwentaryzacji. Był tym bardzo zaabsorbowany. Dziś po kilku latach małżeństwa nadal nie pojmuje tego, że to moja reakcja na stres. Nawet jak się kłócimy i jestem o coś na niego zła, to nie potrafię tego powiedzieć bez uśmiechu. To wkurzające. Bardzo.
 
 
Kiedyś jechałam z koleżanką tramwajem. Luźna rozmowa o dzieciach. Nie jestem rasistką, ale tamto zdarzenie sprawiło, że nagle zaczęłam bać się ludzi trochę ciemniejszej skóry. Jakiś gość, starszy – siwo czarne włosy i ten podniesiony niski głos. Facet ubzdurał sobie, że razem z koleżanką obgadywałyśmy go po rosyjsku i on sobie tego nie życzy, bo muzułmanie wcale nie są od nas gorsi, że on ma prawo tu przebywać… wiecie taki niezrozumiały bełkot po niemiecku. I kąciki ust, które przy całym tym krzyku wędrują do góry. Co myślą Niemcy? Wierzą mu na słowo. Nikt nie stanął w mojej obronie, wszyscy patrzyli krzywo, a ja nie potrafiłam z siebie wydobyć nic poza przeklętym uśmiechem.

Kiszka…